Strony

czwartek, 20 kwietnia 2017

Szkoła rodzenia a facet?

No dobra dowiedziałem się, że będę ojcem.
Ale co teraz?
Szukać informacji w internecie, czytać książki, radzić się znajomych,  jak być dobrym ojcem?
W moim przypadku odpada, nie ukrywam mogę co nieco przeczytać, podpytać znajomych.
Lecz to nie nauczy mnie w praktyce jak mam zmienić pieluchę czy też jak przebrać malucha.
W zasadzie w internecie ile jest stron, blogów, postów tyle jest opinii a co ciekawsze w większości jedno zaprzecza drugiemu.

Dla tego zdecydowałem się, że będę chodził z moją żoną na zajęcia do szkoły rodzenia.

     Zajęcia były prowadzone przez wykwalifikowane i doświadczone położne, które w tym temacie naprawdę wiedzą więcej, niż nowoczesne mamusie czy tatusiowie rozpisujący się o tym wszystkim na blogach.
Na pierwszych zajęciach, zostaliśmy rzuceni na głęboką wodę i
otrzymaliśmy z żonką pod opiekę lalkę, imitującego noworodka, na którym "trenowaliśmy" jak prawidłowo trzymać maluszka, przewinąć pieluszkę, przebrać ubranko, a nawet jak powinna wyglądać kąpiel.
 Organizowana była również wycieczka po szpitalu, dowiedziałem się gdzie dostarczyć żonę jak już maluszek stwierdzi że to najwyższa pora żeby wyjść na świat, co będzie potrzebne na pobyt w szpitalu, jak wygląda sala porodu, w naszym przypadku sala porodu rodzinnego, ponieważ nie wyobrażałem sobie że nie będzie mnie przy narodzinach, ale o tym rozpiszę w innym razem ponieważ mimo że poważna sprawa to nie obyło się bez śmiesznych sytuacji :-)

Oprócz wycieczek, szkoła rodzenia zorganizowała spotkania "marketingowe" z równymi firmami które starały się nas przekonać, że ich produkty są najlepsze dla malucha. Po takich spotkaniach wychodziliśmy z reklamówkami pełnymi gratisów w postaci smoczków, butelek i tetr. Fajna sprawa, ponieważ po kilku takich spotkaniach mieliśmy już dość sporą wyprawkę, i tym samym zaoszczędziliśmy troszkę pieniążków które mogliśmy wydać na np, mebelki do pokoiku malucha.

Bardzo ciekawy był również  "dzień szkoły rodzenia"  gdzie dowiedzieliśmy się w jaki sposób można udzielić pierwszej pomocy maluszkowi, jaki fotelik samochodowy wybrać oraz jak DOBRZE zapiąć dziecko w tym foteliku, i co do tego ostatniego utkwiło mi w pamięci jedno zdanie:
Tak mocno zaciągaj pasy w foteliku,  jak mocno kochasz swoje dziecko.
I jest w tym sporo racji ponieważ, źle lub za słabo zapięte szelki nawet przy małej stłuczce mogą kosztować malucha życie.
W kontekście czasu, ponieważ nasz maluch ma już 1,5 roku, uważam, że uczęszczanie do szkoły rodzenia było mądrym wyborem.
Nie dość że dowiedzieliśmy się czego się mamy spodziewać, to nabyliśmy również jako takie doświadczenie i pewność siebie w nowej roli rodziców.

Jeszcze taki mały apel.
Panowie odłóżcie swoją "męską dumę" na bok, wygospodarujcie trochę czasu aby z waszymi wybrankami wybrać się do szkoły rodzenia.
A wy Panie namawiajcie swoich facetów do wspólnego udziału.

Tak na zakończenie od siebie mogę jeszcze dodać, że jeśli miał bym zostać ojcem po raz kolejny, to bez wahania pójdę raz jeszcze do szkoły :-)




Wielkie zmiany...

Swoje blogowanie zacznę historią która zmieniła moje życie.
Dzień w którym dowiedziałem się, że zostanę tatą.

Budząc się rano nie spodziewałem się co mnie może spotkać tego dnia.
Wiedziałem jedynie że muszę się dość szybko ogarnąć, bo czeka mnie kupa roboty na mieszkaniu 
które wynajęliśmy z dziewczyną aby w końcu zamieszkać razem.
Tak więc spakowałem wszystkie graty w plecak i w drogę.
Jedno mi nie dawało spokoju, takie dziwne przeczucie jak by się coś miało stać.
Przeczucie tym razem mnie nie zawiodło, ponieważ kila set metrów od naszego mieszkania, przechodząc przez skrzyżowanie, zderzyły się dwa samochody i jeden z nich niemal musnął mnie zderzakiem. 
Już wtedy wiedziałem, że faktycznie ten dzień nie będzie normalny, po szybkim dojściu do siebie podbiegłem do samochodu który obok mnie przemknął i zapytałem się babeczki która kierowała czy wszystko OK? 
Czy nie potrzebuje pomocy, karetki, cokolwiek. 
Kobieta odpowiedziała drżącym głosem, że przeprasza i cieszy się że we mnie nie wjechała, ja zaśmiałem się pod nosem pochwaliłem swojego anioła stróża i poszedłem dalej. 
Cały i zdrowy dotarłem do mieszkania,  wchodząc po cichutku do środka ze względu na to, że moja dziewczyna była wtedy po 12 godzinnej zmianie nocnej,  nie chciałem jej obudzić, ale słyszę, że coś się dzieje w sypialni. 
Idę patrzę a ona siedzi na łóżku zamiast spać.
Więc się pytam:
ja- Czy coś się stało?
ona- Chyba musimy przesunąć dietę trochę w czasie, przynajmniej ja ... ( zaczęliśmy jakiś czas wcześniej dietę żeby zgubić kilka zbędnych kilogramów po świątecznym obżarstwie) 
ona- w moim stanie chyba dieta nie jest wskazana ...
ja- Ale o co Ci chodzi?
ona- Robiłam chwilę temu test, będziesz tatą ....
ja- Aha ... fajnie ... Przed chwilą idąc do Ciebie mało brakowało, a auto by mnie rozjechało ... Daj kluczyki idę naprawić w aucie ten bagażnik.

Wziąłem kluczyki i nic więcej nie mówiąc poszedłem robić z tym samochodem.
Myślałem sobie o co tu chodzi, co to za dzień, chwile temu ustrzeliła by mnie babeczka autem teraz ja TATA?
Otworzyłem bagażnik i usiadłem, a w głowie masacra, ja tata, ja tata, ja tata. 
Czy to się dzieje na prawdę?
Milion myśli czy będę dobrym ojcem, przecież ja nic o tym nie wiem... 
Pomimo tego, że jestem poukładanym facetem będę odpowiedzialny za małego człowieczka. 
Nagle z  każdej strony zaczęli pojawiać się rodzice z dziećmi.
Wózki dziecięce.
Tata z maluchem maszerującym za rączkę. 
Mama z córeczką. 
Wszędzie dookoła dzieci...
No i uświadomiłem sobie co to się stanęło, wewnętrznie krzyknąłem będę TATĄ!!!!!
Wtedy wszystkie trybiki w mojej głowie pozaskakiwały, maszyna ruszyła i zacząłem sobie wyobrażać jak to będę ze swoim synkiem kopał w piłkę, czytał bajki, oglądał mecze, wygłupiał się, oczywiście od razu założyłem, że będę miał syna :-)

Szybko skończyłem to co miałem zrobić w aucie i pobiegłem do domu. 
W domu czekała na mnie ONA dość zmieszana. 
Nie dziwie się jak zamiast przytulić ucieszyć się na informację o tym, że jest w ciąży zapytałem o kluczyki i poszedłem.
Mocno Ją przytuliłem, ucałowałem, oczywiście poleciały łezki.
Z radości krzyknąłem, będziemy rodzicami!!!

Odpowiedziała mi czy damy radę,
wtedy już pewny wszystkiego odpowiedziałem jeszcze bardziej dosadnie,
                                                     na pewno damy radę!!!. :-)